Wędrówki Odyseusza


Rozwijając żagle pod Troją, Odyseusz wiedział, że czeka go dziesięcioletnia wędrówka, zanim dotrze do Itaki. Najpierw przybił do Ismarosu Kikonijskiego i wziął go szturmem. Złupił miasto, oszczędzając jedynie Marona, kapłana Apollina, który w dowód wdzięczności podarował mu kilka dzbanów słodkiego wina. Mieszkający w głębi wyspy Kikonowie dostrzegli słup dymu wzbijający się nad miastem, napadli na Greków popijających na brzegu morza i rozpędzili ich na wszystkie strony. Gdy po pewnym czasie udało się Odyseuszowi zebrać swych ludzi i mimo poniesionych ciężkich strat załadować ich na okręty, natychmiast dopadł ich północno-wschodni sztorm i popędził po Morzu Egejskim ku Kyterze. Czwartego dnia, korzystając z chwilowej ciszy, próbował okrążyć przylądek Maleę, ale ponownie zerwała się wichura, i to jeszcze gwałtowniej sza od pierwszej. Po dziewięciu dniach niebezpiecznego żeglowania ukazał się wreszcie na horyzoncie Przylądek Libijski zamieszkany przez Lotofagów - „ludzi jedzących lotos”. Lotos to owoc bez pestki, koloru szafranu i wielkości fasoli. Rośnie w gronach, smak ma słodki i stanowi zdrowe pożywienie, ma jednak tę właściwość, że kto go skosztuje, zapomina o swej ojczyźnie. Niektórzy podróżnicy twierdzą, że owoc lotosu przypomina jabłko i że warzy się z niego gęsty jabłecznik. Odyseusz zatrzymał się przy brzegu, by nabrać wody, i posłał na wyspę patrol złożony z trzech ludzi. Skosztowali oni zaofiarowanych im przez tubylców owoców i zapomnieli o celu swej wyprawy. Po pewnym czasie Odyseusz na czele ratowniczego oddziału ruszył na poszukiwanie, a kiedy poczęstowano go owocami lotosu, odmówił. Siłą sprowadził dezerterów z powrotem na okręty, zakuł ich w kajdany i nie zwlekając ani chwili popłynął dalej.


Dotarli na żyzną i zalesioną wyspę zamieszkaną jedynie przez niezliczoną ilość dzikich kóz. Kilka zwierząt zabili na mięso. Tutaj Odyseusz zakotwiczył całą flotę poza jednym okrętem, który posłał na rozpoznanie przeciwległego brzegu. Okazało się, że jest to kraina okrutnych i barbarzyńskich cyklopów, zwanych tak, ponieważ mieli tylko jedno oko, duże i okrągłe, umieszczone na środku czoła. Zapomnieli sztuki kowalskiej znanej ich przodkom, którzy pracowali dla Zeusa, i byli obecnie pasterzami żyjącymi bez praw, zebrań, okrętów, rynków i znajomości uprawy roli. Wiedli ponury żywot, mieszkali samotnie, daleko jeden od drugiego, w pieczarach wykutych w skalistych zboczach górskich. Napotkawszy jedno takie wysokie, zarośnięte laurem, wejście do pieczary za podwórcem otoczonym kamiennym murem, Odyseusz i jego towarzysze weszli do środka, nie wiedząc, że znaleźli się w zagrodzie cyklopa Polifema, olbrzymiego syna Posejdona i nimfy Toosy, chętnie żywiącego się mięsem ludzkim. Grecy się rozgościli i rozpalili ognisko, następnie zarżnęli i upiekli kilka jagniąt, które znaleźli w ogrodzeniu, poczęstowali się serem z koszyków zawieszonych na ścianach i wesoło ucztowali. Pod wieczór zjawił się Polifem. Zapędził swą trzodę do pieczary i zamknął wejście tak wielkim głazem, że dwadzieścia wolich zaprzęgów nie ruszyłoby go z miejsca. Nie zauważywszy swoich gości, zasiadł do dojenia owiec i kóz. Gdy uniósł wreszcie oko znad wiadra z mlekiem, zobaczył Odyseusza i jego towarzyszy siedzących wokół ogniska. Szorstko zapytał ich, co robią w jego pieczarze. Odyseusz odpowiedział:
- Szlachetny potworze! Jesteśmy Grekami, którzy wracają do domu po złupieniu Troi. Proszę cię, nie zapomnij o swych obowiązkach wobec bogów i przyjmij nas gościnnie.
Zamiast odpowiedzi Polifem parsknął, chwycił dwóch żeglarzy za nogi, rozbił ich głowy o podłogę i pożarł na surowo, rycząc nad kośćmi jak kuguar.


Odyseusz nie zwlekałby z krwawą zemstą, ale musiał czekać do następnego ranka, ponieważ tylko Polifem miał dosyć siły, by odsunąć kamień tarasujący wejście. Spędził więc całą noc, podpierając głowę rękami i przygotowując w myślach ucieczkę, a przez cały czas Polifem chrapał straszliwie. Na śniadanie potwór zabił jeszcze dwóch żeglarzy, a potem bez słowa pognał swe trzody z pieczary, zamykając ponownie wejście tym samym głazem. Odyseusz chwycił pal z drzewa oliwki, zaostrzył, jeden koniec osmalił w ogniu, po czym ukrył go pod kupą gnoju. Kiedy wieczorem Polifem wrócił i znowu pożarł dwóch ludzi, Odyseusz grzecznie podał mu misę z drzewa bluszczu wypełnioną mocnym winem podarowanym mu przez Marona w Ismarosie Kikonijskim. Na szczęście zabrał ze sobą z okrętu pełny bukłak tego wina. Polifem wyżłopał wino, zawołał o więcej, a nigdy w życiu nie pił napoju mocniejszego od maślanki, i wtedy łaskawie zapytał Odyseusza o imię.
- Nazywam się Oudeis - odpowiedział Odyseusz - tak przynajmniej wszyscy nazywają mnie zdrobniale. Otóż „Oudeis” znaczy „nikt”.
- Ciebie zjem na końcu, przyjacielu Oudeis - obiecał Polifem.


Gdy tylko pijany cyklop usnął głębokim pijackim snem, wino bowiem nie było zmieszane z wodą, Odyseusz i jego ludzie rozgrzali pal w głowniach ogniska, wbili Polifemowi do oka i przekręcili. Odyseusz napierał jak człowiek wiercący dziurę w budulcu okrętowym. Oko zasyczało, Polifem krzyknął przeraźliwie, budząc wszystkich sąsiadów, którzy przybiegli z bliska i daleka, by się dowiedzieć, co się stało.
- Jestem oślepiony i cierpię straszliwie! Wszystkiemu winien jest Oudeis - ryczał.
- Nieszczęsny! - odpowiedzieli. - Jeśli, jak mówisz, nikt nie jest winien, to widocznie masz gorączkę. Módl się do naszego ojca Posejdona, by cię wyleczył, i przestań hałasować!
Odeszli narzekając, a Polifem po omacku szukał drogi do wejścia do pieczary, odsunął głaz i macając rękami, czekał, aż pozostali przy życiu Grecy będą próbować ucieczki. Odyseusz jednak wziął witki i przywiązał każdego ze swych towarzyszy do podbrzusza barana. Sobie wybrał potężnego tryka, przywódcę stada, i zamierzał go użyć jako osłony, trzymając się runa rękami i nogami.


O świcie Polifem wyprowadził swą trzodę na pastwisko, łagodnie głaszcząc zwierzęta po grzbietach, by się przekonać, czy nikt na nich nie siedzi. Zatrzymał się na chwilę przy tryku i zapytał zasmucony:
- Dlaczego, mój drogi baranie, nie jesteś dziś, jak zwykle, na przedzie? Czyżbyś litował się nade mną, nieszczęsnym? - po czym i jego przepuścił.


Tak oto udało się Odyseuszowi uwolnić swych towarzyszy i zapędzić stado baranów do okrętów. Szybko odbili od brzegu, a gdy ludzie pośpiesznie chwycili za wiosła, Odyseusz nie mógł się powstrzymać, by nie rzucić na pożegnanie kilku ironicznych słów. Polifem w odpowiedzi cisnął dużym głazem, który spadł do morza na pół drogi przed okrętem. Fala omal nie zniosła statku z powrotem na brzeg. Odyseusz roześmiał się i zawołał:
- Jeśli zapytają, kto cię oślepił, powiedz, że był to Odyseusz z Itaki, a nie Oudeis !
Rozwścieczony Polifem głośno błagał Posejdona:
- Spraw, ojcze, by powrót mego wroga, Odyseusza, jeśli w ogóle pisane mu wrócić, został opóźniony, Niech wróci w strasznych tarapatach, na cudzym okręcie, bez swych towarzyszy. Niechaj czekają go na progu wielkie kłopoty!
Cisnął jeszcze jeden głaz, który tym razem spadł o pół długości za okrętem. Fala zaniosła statek do brzegów wyspy, gdzie czekali już pozostali towarzysze Odyseusza, zaniepokojeni jego długą nieobecnością. Posejdon wysłuchał Polifema i obiecał, że go pomści.


Odyseusz popłynął na północ i dotarł do wyspy Eola, Strażnika Wiatrów, który podejmował go wystawnie przez cały miesiąc, a ostatniego dnia wręczył mu worek z wiatrami, tłumacząc, że jak długo otwór będzie zawiązany srebrnym drutem, wszystko będzie w porządku. Nie uwięził tylko w worze łagodnego wiatru zachodniego, który miał lekko popychać flotę przez Morze Jońskie ku Itace. Odyseusz zaś mógł wypuszczać jeden wiatr po drugim, gdy tylko z jakiegoś powodu zechce zmienić kurs. Widać już było dym unoszący się z kominów pałacu, kiedy Odyseusz zasnął wyczerpany. Na to tylko czekali jego ludzie. Rozwiązali wór, sądząc, że znajdą w nim wino. Wszystkie wiatry natychmiast popędziły do domu, gnając przed sobą okręt, i wkrótce Odyseusz znalazł się ponownie na wyspie Eola, przepraszając i tłumacząc się gęsto, prosił o dalszą pomoc, ale mu powiedziano, żeby się wynosił i chwycił tym razem za wiosła; nie otrzyma nawet powiewu wiatru zachodniego.
- Nie mogę pomagać człowiekowi, któremu bogowie są przeciwni - zawołał Eol, zatrzaskując mu drzwi przed nosem.


Po siedmiu dniach podróży Odyseusz przybył do krainy Lajstrygonów, w której panował król Lamos. Jedni uważają, że kraj ten leżał w północno-zachodniej części Sycylii, inni sądzą, że niedaleko Formiów w Italu, gdzie szlachetny ród Lamiów utrzymuje, iż król Lamos był ich protoplastą, co zresztą wydaje się dość prawdopodobne, bo nikt przecież nie przyznawałby się do przodków-kanibali bez takich podstaw jak powszechnie przyjęta tradycja. W kraju Lajstrygonów tak niewiele czasu upływa między nocą i porankiem, że pasterze prowadzący trzody do domu po zachodzie słońca witają tych, którzy pędzą swe stada na pastwiska o świcie. Kapitanowie floty Odyseusza śmiało wpłynęli do przystani w Telepylos, do której prowadzi wąskie wejście otoczone stromymi skałami, i zakotwiczyli okręty w pobliżu gościńca wiodącego do doliny. Sam Odyseusz, będąc bardziej ostrożny, umocował swój okręt przy skale przed portem, przedtem jednak wysłał trzech zwiadowców na rekonesans. Szli gościńcem, aż spotkali dziewczynę czerpiącą wodę ze źródła. Była to córka Antyfatesa, jednego z wodzów lajstrygońskich. Zaprowadziła ich do domu swego ojca, gdzie napadła ich horda dzikusów. Jednego z przybyszy schwytali i ugotowali, pozostali dwaj uciekli co sił w nogach. Dzikusi nie ścigali zwiadowców; wdrapali się na skały i stamtąd obrzucili gradem kamieni okręty, zanim uciekinierzy do nich dotarli. Potem, zaszedłszy na brzeg, zmasakrowali i pożarli odpoczywającą spokojnie załogę. Odyseusz uratował się, odcinając mieczem linę swego okrętu i nawołując swych towarzyszy do wiosłowania co sił.


Jedyny statek, który mu pozostał, skierował Odyseusz na wschód. Po długiej podróży dotarł na Wyspę Jutrzenki, Ajaję. Panowała tu siostra Ajetesa, złowrogiego króla Kolchidy, Kirke, córka Heliosa i Perse. Kirke znała się wybornie na czarach i nie darzyła większą sympatią ludzi. Przez losowanie rozstrzygnięto, kto pozostanie na straży okrętów, a kto uda się na rozpoznanie. Eurylochos zebrał dwudziestu dwóch ludzi i zeszedł na brzeg. Napotkał na Ajai wiele dębów i innych drzew i w końcu stanął przed pałacem Kirke, w budowanym na wielkiej polanie na środku wyspy. Wokół krążyły wilki i lwy, ale zwierzęta miast rzucić się na Eurylochosa i jego towarzyszy, łasiły się do nich, stawały na tylnych łapach i zachowywały się jak ludzie. W istocie byli to ludzie, których Kirke przemieniła swymi czarami.


Kirke siedziała w swej izbie, przędąc i śpiewając, a kiedy oddział Eurylochosa wzniósł okrzyk powitalny, wyszła do nich z uśmiechem na ustach i zaprosiła na obiad. Wszyscy chętnie przyjęli zaproszenie z wyjątkiem Eurylochosa, który przeczuwając jakiś podstęp, pozostał na zewnątrz i niespokojnie podpatrywał wszystko przez okno. Kirke postawiła przed głodnymi żeglarzami mnóstwo sera, kaszy jęczmiennej, miodu i wina, ale potrawy te były zatrute i ledwo zabrali się do jedzenia, dotknęła ich pleców swą pałeczką, przemieniając w wieprze. Z ponurą miną otworzyła chlew, sypnęła kilka garści żołędzi na brudną podłogę i zamknęła nieszczęsnych.


Eurylochos wrócił i z płaczem doniósł o wszystkim Odyseuszowi, który chwycił za miecz i ruszył na ratunek. Nie miał jednak żadnego jasnego planu w głowie. Ku swemu zdumieniu spotkał Hermesa. Bóg powitał go uprzejmie i podarował mu talizman chroniący przed czarami Kirke: biały pachnący kwiat o czarnym korzeniu, zwany moly. Tylko bogowie potrafią kwiat ten rozpoznać i zerwać. Odyseusz z wdzięcznością przyjął prezent, a idąc dalej, spotkał Kirke. Poczęstowała go zatrutym jedzeniem, a kiedy skosztował, uderzyła go pałeczką, mówiąc:
- Idź w ślady swych towarzyszy w chlewie.
Odyseusz jednak zdążył przedtem powąchać kwiat moly, więc czary nie poskutkowały. Zerwał się na równe nogi, wyciągnął miecz, a wtedy Kirke płacząc, padła na kolana i zawołała:
- Nie zabijaj mnie, a będziesz dzielił ze mną łoże i tron na Ajai!
Wiedząc dobrze, że wiedźmy potrafią osłabić i zniszczyć swych kochanków, potajemnie wyciągając z nich krew małymi pęcherzykami, Odyseusz zmusił Kirke do złożenia uroczystej przysięgi, że więcej już żadnych złośliwych i zbrodniczych sztuczek nie będzie wobec niego stosowała. Przysięgła na wszystkich błogosławionych bogów, po czym przygotowała mu rozkoszną ciepłą kąpiel i poczęstowała winem w złotych pucharach. Stateczny służący podał smaczną kolację, a Kirke przygotowywała się do spędzenia nocy z Odysem na okrytym purpurą łożu. Odyseusz jednak nie odpowiadał na jej pieszczoty, żądając, by uwolniła nie tylko jego towarzyszy, ale wszystkich żeglarzy, których zaczarowała. Kiedy spełniła jego żądanie, pozostał na Ajai czas dłuższy, ona zaś urodziła mu trzech synów: Agriosa, Latinosa i Telegonosa.



Odyseusz pragnął już ruszyć w drogę i Kirke zgodziła się na jego wyjazd. Musiał jednak przedtem odwiedzić Tartar, by odnaleźć tam Tejrezjasza, który miał mu powiedzieć, co go czeka na Itace, jeśli kiedykolwiek do niej wróci, a także wszystko, co potem nastąpi.
- Popłyń, wyprzedzając Wiatr Północy - powiedziała Kirke - aż dotrzesz do rzeki Ocean i gaju Persefony, gdzie rosną czarne topole i wiekowe wierzby. W miejscu, gdzie rzeki Pyriflegeton i Kokytos wpadają do Acherontu, wykop dół i złóż w ofierze Hadesowi i Persefonie jagnię i czarną owcę - sama ci ich dostarczę. Niech krew spłynie do dołu, a ty poczekaj na Tejrezjasza, lecz mieczem przepędź wszystkie inne duchy, które się zbliżą. Pozwól mu się napić krwi do syta, a potem wysłuchaj uważnie tego, co ci powie.


Odyseusz popędził swych ludzi na statek, chociaż nie bardzo chciało im się odpływać z przyjemnej Ajai do krainy Hadesa. Kirke posłała przychylny wiatr, który szybko zaniósł ich ku rzece Ocean na sam koniec świata, gdzie spowici w mgłę Kimmeryjczycy, mieszkający w Wiecznym Mroku, w ogóle nie widują słońca. Kiedy dostrzegli Gaj Persefony, Odyseusz przybił do brzegu i postąpił dokładnie tak, jak kazała mu Kirke. Pierwszy zjawił się duch Elpenora, jednego z członków załogi, który przed kilkoma dniami pijany zasnął na dachu pałacu Kirke, zbudził się zamroczony i zabił się, spadając. Odyseusz w tak wielkim pośpiechu opuścił Ajaję, że nie zauważył nieobecności Elpenora, teraz więc obiecał mu przyzwoity pogrzeb.
- Pomyśleć tylko, że prędzej zdążyłeś tu na piechotę niż ja na okręcie! - zawołał, ale mimo żałosnych próśb Elpenora nie dał mu ani łyku krwi.


Tłum przeróżnych duchów krążył nad dołem, mężczyzn i kobiet wszystkich czasów i rozmaitego wieku, a wśród nich matka Odyseusza, Antikleja, ale nawet jej nie pozwolił tknąć krwi, zanim nie napije się Tejrezjasz. W końcu i on się zjawił, z wdzięcznością chłeptał krew i przestrzegał Odyseusza, by dobrze pilnował swych ludzi, kiedy przybiją na Sycylię, i nie pozwolił im ukraść trzody tytana słońca, Heliosa. W Itace czekają go poważne kłopoty i chociaż może się spodziewać, że odpłaci łajdakom zjadającym jego dobytek, wędrówki jego jeszcze się jednak nie skończą. Musi wziąć wiosło i nieść je na ramieniu, aż dojdzie do krainy w głębi lądu, gdzie ludzie nigdy nie solą mięsa i gdzie wiosło będą uważali za szuflę do wiania zboża. Jeśli wtedy złoży ofiarę Posejdonowi, będzie mógł wrócić do Itaki i dożyje szczęśliwej starości, ale w końcu śmierć przyjdzie do niego z morza.


Odyseusz podziękował Tejrezjaszowi, obiecał mu krew jeszcze jednego jagnięcia po powrocie do Itaki, i wtedy dopiero pozwolił swej matce zaspokoić pragnienie. Od niej usłyszał dalsze wiadomości z domu, dyskretnie jednak przemilczała sprawę zalotników synowej. Kiedy pożegnała się z synem, dusze wielu królowych i księżniczek nadciągnęły, by napić się krwi. Odyseusz bardzo był uradowany, że miał okazję spotkać tyle tak wybitnych osobistości, jak Antiope, Jokasta, Chloris, Pero, Leda, Ifimedea, Fedra, Prokris, Ariadna, Majra, Klimene i Eryfile.


Potem podejmował grono dawnych towarzyszy: Agamemnon mu radził, by wylądował w Itace ukradkiem, Achillesa pocieszył opowieścią o bohaterskich wyczynach Neoptolemosa, Wielki Ajas wciąż jeszcze gniewał się na niego i przeszedł obok zachmurzony. Odyseusz widział również Minosa sprawującego sądy, Oriona polującego, Tantala i Syzyfa cierpiących oraz Heraklesa - a raczej jego cień, sam bowiem Herakles ucztuje beztrosko z nieśmiertelnymi bogami - który współczuł losowi Odyseusza.


Bezpiecznie wrócił Odyseusz na Ajaję, gdzie pochował zwłoki Elpenora, a na kurhanie pozostawił jako pamiątkę jego wiosło. Kirke ucieszyła się, widząc go z powrotem:
- Okazałeś wiele męstwa, odwiedzając krainę Hadesa ! - zawołała. - Innym ludziom wystarczy jedna śmierć, a ty ją poznasz dwukrotnie.
Ostrzegła Odyseusza, że będzie musiał przepłynąć obok wysp należących do syren, które pięknym głosem zwodzą żeglarzy. Są one córkami Acheloosa lub, jak twierdzą inni, Forkysa i muzy Terpsychory lub Sterope, córki Portaona, mają twarze niewiast, lecz nogi i pióra ptasie. Ludzie rozmaicie tłumaczą ich osobliwe kształty, między innymi utrzymują, że bawiły się z Korą, kiedy uprowadził ją Hades, i Demeter, nie mogąc im wybaczyć, że nie przyszły z pomocą jej córce, dała syrenom skrzydła i kazała szukać Kory po całym świecie. Jeszcze inna wersja głosi, że zamieniła je w ptaki Afrodyta, ponieważ uniesione pychą nie chciały oddać swego dziewictwa ani ludziom, ani bogom. Od kiedy jednak muzy pokonały je w zawodach śpiewaczych i wyrwały im pióra, z których zrobiły sobie wieńce, syreny nie umieją latać. Siedzą teraz na łące, otoczone stosami bielejących kości zwabionych żeglarzy, i śpiewają.
- Zalepisz swym ludziom uszy woskiem - poradziła Kirke. - Jeśli zaś sam chcesz usłyszeć śpiew syren, każ się przywiązać do masztu, a towarzysze muszą przysiąc, że nie zdejmą więzów bez względu na twe rozkazy i groźby.
Gdy Odyseusz przyszedł się pożegnać, Kirke mu powiedziała, że czekają go jeszcze inne niebezpieczeństwa. Odpłynął, pędzony przychylnym wiatrem.


Kiedy okręt znalazł się w pobliżu Wysp Syrenich, Odyseusz postąpił zgodnie z radą Kirke. Syreny śpiewały tak słodko, obiecując wyjawić mu wszystkie przyszłe wydarzenia, że Odyseusz groził swym towarzyszom śmiercią, jeśli nie puszczą go na wyspy, oni jednak, posłuszni jego wcześniejszym rozkazom, mocniej jeszcze przywiązali go do masztu. Tak więc okręt przepłynął bezpiecznie, a syreny z rozpaczy popełniły samobójstwo.


Niektórzy sądzą, że były tylko dwie syreny, inni, że były trzy, a mianowicie, Partenope, Leukozja i Ligeja, albo Pejsinoe, Aglaope i Telksepeja lub Aglaofonos, Telksjope i Molpe. Jeszcze inni wymieniają cztery syreny: Teles, Rajdne, Telksjope i Molpe.


Następnym niebezpieczeństwem, które czekało Odyseusza, było przepłynięcie między dwiema skałami. Na jednej mieszkała Skylla, na drugiej jej towarzyszka Charybdis, córka Matki Ziemi i Posejdona, żarłoczny potwór strącony gromem Zeusa do morza. Charybdis trzy razy dziennie pochłania olbrzymie ilości wody i wypluwa je z powrotem. Skylla, niegdyś piękna córka Hekate Krateis i Forkysa lub Forbasa - albo Echidne i Tyfona, Trytona lub Tyrreniosa - została zamieniona w potwora podobnego do psa o sześciu straszliwych łbach i dwunastu nogach. Zrobiła to albo Kirke z zazdrości o boga morskiego Glaukosa, albo Amfitryta, zazdrosna o Posejdona. Skylla chwytała żeglarzy, gruchotała im kości i powoli połykała. Najdziwniejsze chyba jest szczekanie Skylli, ciche jak skomlenie nowo narodzonego szczenięcia. Odyseusz, próbując uniknąć Charybdis, znalazł się zbyt blisko Skylli, ta zaś, przechylając się nad burtą, porwała sześciu najzręczniejszych jego żeglarzy z pokładu, po jednym każdą gębą, rzuciła na skały i spokojnie pożarła. Krzyczeli i wyciągali ręce ku Odyseuszowi, ale nie śmiał ich ratować i popłynął dalej.


Odyseusz wybrał ten kurs, by uniknąć Wędrujących albo Zderzających się Skał, między którymi tylko „Argo” udało się przepłynąć. Nie wiedział, że wrosły już w dno morskie. Wkrótce dostrzegł Sycylię, gdzie Hyperion, tytan słoneczny, zwany przez niektórych Heliosem, trzymał swe wspaniałe trzody na pastwiskach, w stadach po pięćdziesiąt głów każde, a także wielkie stada krzepkich owiec. Odyseusz kazał swym ludziom złożyć uroczystą przysięgę, że zadowolą się prowiantem, w który zaopatrzyła ich Kirke, i nie ukradną ani jednej krowy. Wylądowali i zakotwiczyli okręt, ale przez trzydzieści dni dął Wiatr Południowy, zapasy się skończyły i chociaż żeglarze codziennie polowali i łowili ryby, nie starczało tego do wyżywienia ludzi. W końcu Eurylochos, doprowadzony do rozpaczy głodem, odwołał na bok swych towarzyszy i namówił ich, by zabili część stada - za którą, dodał pośpiesznie, po powrocie do Itaki wybuduje Hyperionowi wspaniałą świątynię. Wtedy poczekali, aż Odyseusz zasnął, zarżnęli kilka krów, tłuszcz i uda ofiarowali bogom, a mięsa upiekli tyle, że starczyło na sześciodniową ucztę.


Odyseusz był przerażony, kiedy po obudzeniu się usłyszał o tym, co się stało, tak samo przyjął to Hyperion, któremu opowiedziała o wszystkim Lampetia, jego córka i główna pasterka. Hyperion poskarżył się Zeusowi, ten zaś, widząc, że okręt Odyseusza znowu wypłynął na morze, zesłał nagle zachodni sztorm, który zwalił maszt na głowę sternika, a następnie raził statek piorunem. Okręt poszedł na dno i utonęli wszyscy poza Odyseuszem. Jemu jednemu udało się związać płynący maszt ze stępką i wdrapać się na ten zaimprowizowany statek. Zerwał się jednak południowy sztorm i popędził go do wiru Charybdis. Odyseusz uchwycił się pnia figowca rosnącego na skale i trzymał się wytrwale, patrząc, jak Charybdis pochłania i wypluwa z powrotem maszt i kil. Skoczył na nie znowu i szybko powiosłował rękami. Po dziewięciu dniach morze wyrzuciło go na brzeg na wyspie Ogygiis, gdzie mieszkała Kalipso, córka Tetydy i Okeanosa czy też Nereusa lub Atlasa.


Wielką jaskinię Kalipso ocieniały gaje olch, czarnych topoli i cyprysów, w których mieszkały sowy, sokoły i gadatliwe kormorany. Nad wejściem do pieczary pięła się winna latorośl. Na pobliskich łąkach nawadnianych przez cztery czyste strumienie rosła gęsto pietruszka i irysy. Tu piękna Kalipso powitała Odyseusza, kiedy kulejąc, wyszedł na brzeg. Ugościła go obfitością potraw, mocnym winem i zaproponowała miejsce w swym miękkim łożu.
- Jeśli pozostaniesz ze mną - kusiła - zachowasz wieczną młodość i nieśmiertelność.
Niektórzy twierdzą, że to Kalipso, a nie Kirke urodziła mu Latinosa, a także bliźnięta Nauzitoosa i Nauzinoosa.


Kalipso zatrzymała Odyseusza na Ogygu przez siedem lat - a może tylko przez pięć - i próbowała go nakłonić, by zapomniał o Itace, ale wkrótce znudziły mu się jej pieszczoty. Siadał przygnębiony na brzegu, patrząc w morze. W końcu Zeus, korzystając z nieobecności Posejdona, posłał Hermesa do Kalipso, nakazując jej, by uwolniła Odyseusza. Nie mając innego wyjścia, musiała usłuchać. Powiedziała Odyseuszowi, by wybudował tratwę, którą ona zaopatrzy, jak należy, w worki zboża, bukłaki wina i wody oraz suszone mięso. Odyseusz podejrzewał, że kryje się w tym jakiś podstęp, ale Kalipso przysięgła na Styks, że go nie oszuka, i pożyczyła mu topór, siekierę, świdry i wszelkie potrzebne narzędzia. Nie trzeba go było poganiać; wybudował tratwę z dziesięciu pni związanych razem i spuścił ją na wodę. Ucałował na pożegnanie Kalipso i wyruszył przy sprzyjającym wietrze.


Posejdon przebywał właśnie z wizytą u swych niewinnych przyjaciół Etiopów i kiedy wracał przez morza na skrzydlatym rydwanie, dostrzegł nagle tratwę. Natychmiast zmiotła Odyseusza olbrzymia fala, bogate zaś szaty ściągnęły go w głębiny. Czuł, że płuca mu pękną, był jednak znakomitym pływakiem. Zdarł szaty, wypłynął na powierzchnię i z powrotem wygramolił się na tratwę. Litościwa bogini Leukotea, dawna Ino, małżonka Atamasa usiadła obok niego, przybierając postać mewy. W dziobie miała welon, którym kazała Odyseuszowi się przepasać, zanim ponownie znajdzie się w wodzie. Obiecała mu, że welon go uratuje; przez chwilę wahał się, ale kiedy następna fala roztrzaskała tratwę, owinął się nim i popłynął. Ponieważ Posejdon wrócił już do swego podwodnego pałacu w pobliżu Eubei, Atena ośmieliła się wysłać wiatry, by uspokoiły fale na drodze Odyseusza i w dwa dni później znalazł się, zupełnie wyczerpany, na wyspie Drepane, zajętej podówczas przez Feaków. Położył się w cieniu drzew nad rzeczką, przykrył suchymi liśćmi i zasnął mocno.


Następnego ranka piękna Nauzykaja, córka króla Alkinoosa i królowej Arete, pary królewskiej, która niegdyś tyle serca okazała Jazonowi i Medei przyszła prać bieliznę do strumienia. Po skończonej robocie bawiła się piłką ze swoimi służącymi. Piłka wpadła do wody, panny głośno krzyknęły i Odyseusz zbudził się, przerażony. Nie miał na sobie szat, ale przykrył swą nagość gałązką oliwną, wynurzył się z krzaków i tak gładko przemówił do Nauzykai, że dyskretnie zaopiekowała się nim i kazała go zaprowadzić do pałacu. Alkinoos szczodrze obdarował Odyseusza, a wysłuchawszy opowieści o jego przygodach, odesłał go na pięknym okręcie do Itaki. Wiozący go ludzie dobrze znali wyspę. Zarzucili kotwicę w przystani Forkysa, ale postanowili nie budzić Odyseusza z głębokiego snu. Wynieśli go na brzeg i delikatnie ułożyli na piasku, pozostawiając przy nim dary Alkinoosa. Posejdon jednak tak się pogniewał na Feaków za uprzejmość okazaną Odyseuszowi, że uderzył otwartą dłonią powracający okręt i zamienił go wraz z załogą w kamień. Alkinoos natychmiast złożył Posejdonowi w ofierze dwanaście pięknych byków, ponieważ bóg groził, że pozbawi miasto dwóch portów, rzucając między nie wielką górę. Niektórzy twierdzą, że groźbę spełnił.
- Na przyszłość nie będziemy już tak gościnni! - powiedział rozgoryczony Alkinoos do Arete.



Źródło:

• Robert Graves - Mity Greckie





Komentarze:


{Komentarze zostaną dodane wkrótce}




Jeśli masz trochę czasu i chciałbyś wesprzeć mnie w utrzymaniu strony CiekawaMitologia.pl, zapraszam do zrzutki:




Więcej:

Zeus

Zeus jest olimpijskim bogiem nieba i grzmotów, królem wszystkich innych bogów i ludzi, a zatem główną...

Posejdon

Posejdon jest gwałtownym i bezlitosnym bogiem morza. Jeden z Dwunastu Olimpijczyków, obawiał się...

Hefajstos

Hefajstos jest bogiem kowali i ognia. Nazywany „niebiańskim rzemieślnikiem”, był także związany z innymi zawodami...

Atena

Nazwa Ateny jest ściśle związana z nazwą miasta Ateny. Starożytni Grecy debatowali, czy otrzymała...

Artemida

Artemida jest olimpijską boginią polowania, księżyca i czystości; z czasem związała się również z porodem i...

Apollo

Apollo był bogiem wielu rzeczy, co czyni go jednym z ważniejszych bogów w mitologii greckiej. Był...

Tajemnice Piramidy Cheopsa

Budowniczowie wyrównali teren, a na jego środku umieścili potężny...

Czytaj dalej

Jowisz

Najwyższe bóstwo rzymskiej religii, potężny Jowisz był bogiem nieba i grzmotów, którego symbolami były dąb...

Neptun

Neptun był rzymskim bogiem wód i mórz, który kontrolował wiatry i burze. Znany również jako Neptunus Equester, był...

Ceres

Rzymska bogini płodności i rolnictwa, była patronką rolników i obrońcą plebejczyków. Była...

Westa

Bogini ogniska i domu, Westa była rzymskim bóstwem, które symbolizowało wiarę, rodzinę i porządek domowy...

Wenus

Wenus była rzymską boginią miłości, opieki matczynej, rozmnażania seksualnego i pożądania erotycznego...

Diana

Diana była rzymską boginią polowania, dziewiczej przyrody i zamieszkujących ją zwierząt. Unikając...

Struktura armii Rzymskiej

Armia rzymska dzieliła sie na dwa główne typy żołnierzy...

Czytaj dalej